Książkę znalazłam gdzieś na półce bibliotecznej. Skusił mnie tytuł. Niestety, była to ogromna pomyłka i strata czasu, no bo co innego mogę powiedzieć.
Apokalipsa Zombie. Początek Końca to pierwsza część trylogii, jak wierzyć tylnej okładce, przeczytanej przez tysiące osób na całym świecie, a w Internecie zyskała status kultowej powieści. Hmm... Nie do końca się mogę z tym zgodzić.
W jednej z kaukaskiej republik dochodzi do ataku terrorystów na wojskową bazę. Po kilku dniach w świat poszła informacja o dziwnej chorobie, a nawet epidemii. Powoli padają poszczególne kraje. Zapada chaos. Ludność pośpiesznie gromadzona jest w tzw. Bezpiecznych Strefach, a w ostanich dniach przez upadkiem telewizji i Internetu, media przełamują tabu i cenzurę. Jako jedną z ostatnich informacji podają, że w przypadku bliskiego spotkania z zarażonym, należy celować w głowę.
Fani The Walking Dead i klimatów postapo na pewno już zrozumieli, czemu sięgnęłam po tę książkę. Nie ukrywam, pomysł, może już ostatnio trochę popadający w schemat, był naprawdę dobry. Jednak wykonanie sprawiło, że tak bardzo się rozczarowałam.
Przede wszystkim... długie i szczegółowe opisy. Zbyt szczegółowe. Momentami wręcz mnie przytłaczały. Dla przykładu- niejednokrotnie można było pominąć kilkanaście lub kilkadziesiąt kartek opisu jednorazowej akcji i spokojnie czytać dalej ze zrozumieniem. Za dużo, za dużo i jeszcze raz za dużo nudnych i przesadnie rozbudowanych opisów.
Po drugie... wyobrażacie sobie kota perskiego, posłusznie znoszącego starcia swojego pana i głównego bohatera z zombie? Wyobrażacie sobie kota, podróżującego przez zatokę z beczce, aby dostać się do portu i uciec przed zombie? Bo dla mnie wątek ukochanego pupila bohatera był momentami wręcz absurdalny.
Po trzecie bardzo często odnosiłam wrażenie, że autor mocno rozbudowywał mniejsze szczegóły, próbował uzyskać barwne opisy przy czynnościach drugoplanowych, a tymczasem wątek uznawany za główny potrafił zająć stronę, może dwie...
No i tyle. Mogłabym żalić się dalej, ale całą moja dzisiejszą recenzję mogę streścić w czterech słowach- spore oczekiwania, ogromne rozczarowanie. Nie sięgnęłam po kolejne części i nie zamierzam.
Z post-apo już niestety tak jest. Stało się ostatnio dość popularne, jednak z całej tej chmary wydawanych jedna za drugą powieści, jedynie kilka jest dobrych, a bardzo dobre trafiają się bardzo rzadko. Dlatego podchodzę do tego tematu bardzo ostrożnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz