Zalega mi tu kilka wersji roboczych, które wymagają ostatnich szlifów. Kolejne recenzje powoli przelewam z głowy na papier. I tu muszę zaznaczyć, że dla mnie ocenienie książki to proces skomplikowany i często długotrwały- chodzi przecież nie tylko o przeczytanie powieści (a to już zajmuje trochę czasu), lecz także o napisanie dobrej recenzji. Zazwyczaj potrzebuję na to trochę czasu- staram się nie pisać ich zaraz po zamknięciu książki. Zawsze potrzebuję kilku dni, aby ochłonąć, poukładać sobie opinię o lekturze, a czasami pokonać tzw. 'kaca książkowego". Ale teraz zakasam rękawy i zabieram się do pracy!
Zaczniemy od krótkiej listy wakacyjnej. Dotychczas udało mi się przeczytać "Starter" Lissy Price, "Blackout" Marca Elsberga i "Ostatni Szczegół" Harlana Cobena.
W międzyczasie próbowałam "przebrnąć" przez kilka lektur szkolnych i pozycji historycznych, jednak okazał się to czas zmarnowany- wakacje to jednak zły moment na takie lektury.
Kończę czytać "Przedsmak śmierci" P.D. James- jak na razie jestem mocno rozczarowana, ale pełna recenzja za 250 stron :) W międzyczasie, jako przerywnik, postanowiłam odkurzyć książki z dzieciństwa i wylądowałam w Nibylandii, z "Piotrusiem Panem i Wendy".
Za kilka dni znów wyjeżdżam, oczywiście z walizką pełną książek, tj. z "Grillbarem Galaktyką" Mai Lidii Kossakowskiej, "Takeshim" tej samej autorki (to będzie trzecie podejście do tej lektury- mam nadzieję, że tym razem zakończy się sukcesem), "Naznaczeni błękitem" Ewy Białołęckiej i z "Bezsennością" Kinga.
Wracając do tytułowego "Carte Blanche" autorstwa Jacka Lusińskiego- najpierw przeczytałam, a całkiem niedawno miałam okazję zobaczyć ekranizację. Zacznijmy jednak od książki.
Książka należy do tych, które są krótkie, zajmują jeden, dwa wieczory, lecz zapisują się w pamięci na lata. Zwłaszcza, że historia oparta jest na faktach. Jest to historia niezwykłego nauczyciela historii, w najzwyklejszym liceum- Kacpra, który pomimo rzadkiej choroby oczu, postanawia nauczać w szkole tak długo...aż prawda nie wyjdzie na jaw.
Lekturę tę czyta się szybko. Widać, że pisana była przez osobę, która wcześniej nie do końca miała styczność z pisaniem dłuższych tekstów. Jednak mimo wszystkich niedociągłości, opisana historia zdecydowanie każdemu zapadnie w sercu na dłużej.
Co się tyczy filmu...Jest wręcz odwzorowaniem książki, co bardzo mnie ucieszyło- zawsze denerwują mnie filmy na podstawie powieści, które nagle zaczynają mocno odbiegać- i tu przykładowo Eragon (ale o tym może innym razem...). Jednak "Carte Blance" zarówno jako film są dobrym pomysłem na spędzenie udanego wieczoru.
No nareszcie moja droga. Wybacz opóźnienie z komentowaniem, ale post kompletnie mi się zgubił w nawale informacji z innych blogów :P Nie znam się na języku jak ty, ale coś mi nie pasuje na początku w 2 zdaniu, wiem czepiam się, ale to moje ulubione zajęcie XD Miło, że wspomniałaś o stylu jakim napisano książkę, ale czemu znów tak mało? Co ja tu mam oceniać? Taki długi wstęp, aż się ożywiłam i miałam poprawić sobie humor po skończonej dramie, a tu tak krótko ;/ Ale to nie tak ważne, czekam na inne wpisy (Takeshi...) i jak na razie jest dobrze, chyba lepiej niż ostatnio, czasu moja droga, czasu ^^
OdpowiedzUsuń