| Jak widać każda część niestety pochodzi z innego wydania :( |
Dziennik Bridget Jones
Otworzyłam i przeczytałam jednym tchem. Oczywiście, nie ma co się oszukiwać, to nie jest powieść z górnej półki. Jednak należy do gatunku tych łatwych, przyjemnych, krótkich, po które często sięgam po kilku opasłych bardziej lub mniej tomach fantastyki lub nieudanej lekturze. A tak się składa, że ostatnio miałam do czynienia z książką, na której bardzo mocno się zawiodłam.
Dziennik... jest przede wszystkim śmieszny, momentami wręcz absurdalny. Wielokrotnie zdarzyło mi się zaśmiać w trakcie czytania (co musiało wyglądać dziwnie, gdyż prawie całą przeczytałam w szkole, na zastępstwach...). Czyta się go bardzo szybko. Jest to lekka, humorystyczna lektura. Polecam każdemu, kto potrzebuje książki będącej przerywnikiem w długich seriach, książkowych niewypałach i tym podobnych!
W pogoni za rozumem- Dziennik Bridget Jones
Tu już niestety aż tak różowo nie jest. Książka trochę dłuższa, jednak... zdecydowanie czegoś mi w niej brakowało. Już nie taka śmieszna, jak pierwsza część... Tak jakby autorka zapomniała o roztrzepaniu Bridget. Postanowiłam jednak nie spisywać jej na straty i dobrnęłam do końca. W pewnym momencie miałam wrażenie, że autorka jednak przypomniała sobie, kim jest główna bohaterka. Poza tym, przecież nie jest to pierwsza, ani ostania seria, gdzie druga część jest słabsza od pierwszej (chociaż reguła ta według mnie nie jest najlepiej określona- weźmy np. Igrzyska Śmierci- im dalej, tym gorzej i odwrotnie w kwestii ekranizacji...). Wracając do W pogoni za rozumem... zakończenie również mnie nie zaskoczyło.
Bridget Jones- Szalejąc za facetem
No cóż ostatnią część (jak na razie) skończyłam dosłownie przed chwilą i mam spory mętlik w głowie. Nie wiem jak obiektywnie ją ocenić. Początek był zaskoczeniem. Nie ma tu starej, dobrej, trzydziestoletniej Bridget. Jest za to Bridget tuż po pięćdziesiątce, z dwójką małych dzieci, w zupełnej rozsypce emocjonalnej i z trzydziestoletnim chłopakiem. Jednak bardzo szybko okazało się, że bohaterka nadal jest sobą- wciąż wywołuje pożar, smażąc kiełbaski, na randkach gubi okulary,a w z autobusów nocnych wychodzi z butami pełnych wymiocin ( o dziwo- nie swoich!). Co więcej, kompletnie nie radzi sobie z milionami urządzeń elektronicznych, Twitterem i portalami randkowymi. Nie wspominając już o próbach bycia perfekcyjną matką.
Podsumowując... czy warto sięgnąć po Dzienniki Bridget Jones? Ano warto! Są lekką lekturą, idealną jako przerywnik, lekturę w autobusie czy w tramwaju. No bo w końcu kto by nie chciał pośmiać się z pięćdziesięcioletniej kobiety, która na sześćdziesiątych urodzinach swojej przyjaciółki nie omal utopiła jej psa w basenie?
