Niewątpliwie polska fantastyka ostatnich lat jest niedoceniana. Statystyczny Polak do fantastyki polskiej przypisuje wyłącznie biednego Wiedźmina. A szkoda. Bo jest wielu polskich autorów fantastyki, którzy zasługują na rozgłos, chociażby moja ulubiona trójca, czyli Maja Lidia Kossakowska, Jarosław Grzędowicz i Jakub Ćwiek.
Wokół Jacka Komudy krążyłam już od jakiegoś czasu. Jednak zawsze była jakaś przeszkoda. Z uwagi na to, że powoli brakuje mi miejsca na nowe książki, jak i fakt, że zbieram pieniądze na nowy czytnik ebooków, Pan Komuda wciąż patrzył na mnie żałośnie z empikowskich półek. W bibliotece też zawsze było jakieś "ale"- zarezerwowana dla innego czytelnika, pierwszą część ktoś wziął i nie oddał, wykorzystany limit jednorazowy wypożyczeń książek. Aż Komuda przyszedł do mnie sam. Nowiuteńki, pachnący cudownie farbą drukarską wraz ze stosem innych książek, które dostał na Pyrkonie mój znajomy od Fabryki Słów za pomoc przy ich stoisku (z czego większość z tego pokaźnego stosu trafiła do mnie ku mojej radości).
Nie ukrywam, Ostatni Honorowy skusił mnie głównie okładką. Robert Adler to mistrz nad mistrzami w kwestii ilustracji. Ale do rzeczy. Ostatni... to opowieść z PRL-owskiej Polski. Główny bohater, Kuba Błażyk, to szermierz, który w pewnym momencie wplątuje się w zagraniczne walki na życie i śmierć. Za każdy pojedynek jest sowicie nagradzany tzw. zielonymi, czyli dolarami. Lecz w pewnym momencie sprawy przybierają na sile i Kuba wraz z rodziną znajduje się w tarapatach.
Przede wszystkim najnowszą powieść Jacka Komudy czyta się bardzo płynnie i szybko. Trochę obawiałam się historycznych wstawek- dość sporo uczę się historii i mam na koncie kilka pozycji historycznych, więc doskonale wiem, jak mogą być one nudne. Tutaj na szczęście nie ma takiej sytuacji. Fabuła jest wartka i przemyślana. Do tego należy dodać bardzo plastyczne opisy walk szermierczych, które pozwoliły mi wyobrazić sobie przebieg walki, mimo, że nie mam najmniejszego pojęcia o tej dziedzinie sportu.
Podsumowując, Ostatni Honorowy to książka dobra. Zabrakło mi jednak w niej czegoś, co by mnie wciągnęło i pochłonęło. Czegoś, co sprawiłoby, że powieść ta byłaby bardzo dobra lub nawet wspaniała. Niemniej jednak czytałam ją z przyjemnością i na pewno do twórczości Jacka Komudy jeszcze nie jeden raz powrócę.

Co do niedoceniania polskiej fantastyki przez "statystycznego Polaka", to nie dziw się że u każdego z nich pierwszym skojarzeniem będzie "Wiedźmin". Zacznijmy od tego że statystyczny Polak w ogóle nie czyta. (62% Polaków nie przeczytało żadnej książki) Poza tym marka "Wiedźmin" jest znana nie tylko fanom książek - o Geralcie z Rivii słyszał też każdy polski gracz, a także spora część kinomanów (chociaż pierwszą ekranizację może przemilczmy...).
OdpowiedzUsuńGdyby spytać natomiast typowego czytelnika i obserwatora rynku, to okazuje się że polska fantastyka jest w Polsce bardzo doceniana - wyniki sprzedażowe wielu fantastów są bardzo wysokie, a nazwisk na rynku mamy coraz więcej i do tego coraz lepiej piszących :)
Komuda poruszył tematykę PRL-owską? Interesujące. Zawsze kojarzyłem go z jego ulubionym okresem historycznym - czyli czasami Złotej Wolności szlacheckiej. (O ile mnie pamięć nie myli, nawet napisał rozprawę doktorską związaną z tym okresem)